• Wpisów:548
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 13:31
  • Licznik odwiedzin:7 683 / 1551 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Chociaż weekend w Engelbergu już dawno za nami, ja nadal nie wiem co o nim napisać. W którymś z pierwszych wpisów, kiedy zaczął się sezon, napisałam, że z rozliczaniem poczekam do Engelbergu - no więc...jest źle! Następnym problemem jest to, że od początku sezonu nasz sztab szkoleniowy nie potrafi tego zmienić. Najbardziej śmieszy mnie teza, że to wpływ braku Kamila. No, ale ludzie, przecież on nie skacze za nich! Brak Stocha może mieć mały wpływ na kadrę, brak lidera, większa presja na pozostałych...ale nasi psują skok za skokiem. Czy ktoś jeszcze pamięta, że w drugiej serii może nie być Polaków?! Jednak ja wierzę, że nasz sztab sobie poradzi. Teraz musimy się cieszyć kiedy dwóch Polaków występuje w drugiej serii. Jedyny, który stał się liderem kadry, czyli Piotrek Żyła nie zawodzi. Skacze w miarę powtarzalnie, ale...zawsze musi być jakieś 'ale'...jesteśmy przyzwyczajeni do czegoś więcej. Teraz TCS...i czego możemy się spodziewać? Tego to nikt nie wie...

Stwierdziłam, że aby nie było tak smutno wspomnijmy jeszcze o Mistrzostwach Polski. Deklasując rywali wygrał Piotrek Żyła. W oby dwóch seriach oddał najdłuższe skoki. Niespodziankę sprawił młodziutki Adam Ruda, który został wicemistrzem Polski a trzeci był Janek Ziobro.

Z ostatniej chwili - jest nadzieja, że Kamil wróci na austriacką część TCS!!!

No i to tyle. Trzymam kciuki, aby było lepiej! I wszystkim sportowcom życzę wielu sukcesów, wytrwałości, zdrowia i spełnienia marzeń.
Natomiast wszystkim, którzy czytają mojego bloga bardzo dziękuje i życzę zdrowych, ciepłych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia. <3


  • awatar Schlierenzaauerkaa ♥: ♥♥
  • awatar Gość: Cześć! Jeśli pamiętasz tego bloga http://skoki-to-moje-zycie.blogspot.com/ , to serdecznie zapraszam Cię na na drugie moje opowiadanie http://milosc-i-inne-przypadki.blogspot.com/. Niestety musiałam zakończyć z opowiadaniem o Krzysiu, z powodu kłopotu z kontem :) Pozdrawiam i zapraszam :) Milena
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ja jak zwykle z małym opóźnieniem, ale ostatnio miałam braku czasu. Weekend więc nadrabiam zaległości.

Ostatnio całym światem skoków narciarskich, a szczególnie w Polsce, wstrząsnęła wiadomości o stanie zdrowia Kamila Stocha. Początek sezonu, pierwsze trening, i w końcu pierwszy konkurs w sezonie i ... wiadomość Kamil Stoch nie wystąpi w drużynówce, ma problem z kostką, ale to nic poważnego po prostu wolimy dmuchać na zimne. Pomyślałam sobie, no dobra jeśli odpuszczenie konkursu ma przynieść pozytywne skutki to lepiej niech nie skacze. Konkurs indywidualny i ... powtórka z rozrywki. Kamil Stoch nie wystąpi w konkursie indywidualnym. Z kostką nadal nie jest za dobrze. Teraz pomyślałam, no dobra to dopiero początek sezonu, będzie ok.
Następne konkursy, Kuusamo...już bez Kamila, który został na miejscu gdzie doktor starał się wyleczyć
kontuzję bez konieczność jakiś zabiegów. W sumie już wydawało się, że jest dobrze. Wtedy skoczkowie na skoczni w Zakopanym odbyli treningi przed wyjazdem do Norwegii. Jak pewnie wszyscy wiedzą w Zakopanym już dużo śniegu i idealne warunki do skakania. Dobra wracając do teamtu, Kamil nawet nie zdążył oddać skoków. W trakcie skoków imitacyjnych coś gruchnęło i kostka znowu zaczęła boleć. No i Kamila w Norwegi nie oglądamy...Oglądałam wywiad z Kamilem, jeszcze z pod skoczni, zrobiło mi się tak przykro kiedy zobaczyłam smutnego Kamila, który na koniec powiedział, że najbardziej boli go teraz serce...z pod skoczni udał się do szpitala
gdzie podjęto decyzję, że jednak operacja będzie konieczna. Teraz nasz Mistrz jest już po opercaji i jak mówił fizycznie czuję się wporządku. Teraz tylko zostało nam czekać na naszego złotego medaliste olimpijskiego na skoczni. Wiadomo, że pewnie jest mu teraz ciężko, bardzo mocno przygotowywał się do tego sezonu a dalej
nie może go rozpocząć, ale Kamil pamiętaj co powiedziałeś "wszyscy musimy się podnieść oraz pokazać, że jesteśmy silni i damy radę. Bo damy radę!" Ty napewno dasz radę, bo nie jesteś sam! Masz za sobą rodzinę, znajomych i przede wszystkim tysiące kibiców, których serca są zawsze z Tobą i życzą Ci jak najlepiej!!!

 

 
No to dobiegła, dla Śląska, końca runda jesienna. Co po niej wiemy? Wiemy, że Śląsk jest wiceliderem!!! Chyba większość jeszcze przed sezonem nie uwierzyła by, że może być tak dobrze a Śląsk będzie walczył o najwyższe cele. Rok temu walczyliśmy o utrzymanie w lidze. Teraz w głowach rodzi się myśl, czemy by nie pokrzyżować planów Legii i nie zawalczy o Mistrza! Nawet kibice chyba zaczynają w to wierzyć. Chociaż przykro to przyznać, ale nasz stadion często świeci pustakmi...jest jedno podstawowe pytanie, dlaczego?!
Przecież Śląsk na własnym boisku gra dobrze a czasem nawet bardzo dobrze. Broni swojej Twierdzy co powinno przyciągać kibiców. W lutym będzie rok od kiedy Śląsk przegrał ostatni mecz na własnym boisku. Był to jeszcze mecz za kadencji trenera Levego. Trener Pawłowski na Stadionie Miejskim, razem z zawodnikami, zbudował prawdziwą Twierdzę Wrocław! Dobra wracając jeszcze do kwesti pustek na stadionie, teraz po zmianie systemu rozgrywek mecze odbywają się jeszcze w grudniu a wtedy temperatura nie jest najwyższa, co też może jakoś wpłynąć na frekwencje. Może jeszcze gdyby media nie pokazywały kiboli, którzy niby na meczach tylko się biją i strach tam iść. Wtedy może całe rodziny przychodziły by na stadion, ale dobra...o czym ja
mówię media zawsze pokazują to co chcą, to co da im rozgłos...a niestety nie zawsze jest prawdziwe.
Wracając do tematu piłkarzy, w piątek Śląsk zakończył u siebie tę część sezonu i oczywiście obronił Twierdzę. Wierni kibice przyszli na ostatni mecz w tym roku, podziękować swojej drużynie, bo przecież w końcu zimę spędzimy na fotelu wicelidera! Chociaż mecz zakończył się dla Śląska wspaniałym wynikiem, wcale nie musiało być
tak kolorow. Oczywiście starali się prowadzić grę, ale Bełachatów stwarzał sobie coraz groźniejsze akcje a to, że do przerwy był remis 0 : 0 możemy zawdzięczać temu, że mieliśmy dużo szczęścia. No, ale jak to się mówi - szczęście sprzyja lepszym W drgiej połowie Śląsk pokazał na co go stać. Dośrodkowanie i główka Marco Paixao i GOOOOOOOOOL! Marco Paixao!!! pierwsza bramka w sezonie! Śląsk prowadzi 1: 0. Potem karny, którego... no
właśnie sama nie wiem czy powienien być czy nie, ale w sumie sędzia się wybroni z takiej decyzji, więc dobra karny i Flavio Paixao i GOOOOOOOOL! Bliźniaki Paixao wyprowadzają Śląsk na dwu bramkowe prowadznie!
Goście w doliczonym czasie strzlili honorową bramkę, która i tak nie dała im żadnych punktów a Śląsk dopisuje kolejne trzy do swojego dorobku! I jest wiceliderem! Brawo Śląsku! Dziękujemy! <3


Kapitan powrócił

 

 
Jest, dzisiaj Mikołajki! Kibice Śląska wczoraj dostali prezent mikołajkowy. Pierwsze zaskoczenie? Marco w wyjściowym składzie!!! Nasz kapitan wraca po kontuzji!!! Jeśli chodzi o jego grę...hymm nie była idealne, ale po takie przerwie to nic dziwnego. Jednak bardzo się starał i robił co mógł. Druga niespodzianka, znaczy w sumie nie, to nie była niespodzianka. Chociaż patrząc na przebieg wczorajszego spotkania powinniśmy bardzo się
cieszyć. Pierwsza połowa była zaskakująca, Zawisza atakował a Śląsk, można powiedzieć, nie istniał. W drugiej połowie wszystko jednak uległo zmianie. Śląsk zaczął atakować, ale...był mało skuteczny. Flavio, który nie trafił główką w pustą bramkę...Droppa, który strzelił minimalnie nad bramką...Na szczęście jest jeszcze Seba.
W pierwszej połowie był nie widoczyn, ale w drugiej połowie miał wiele dobrych odbiorów i świetne podania, tylko...nie miał ich kto wykończyć. Końcówka meczu, no Śląsku gramy do końca! Te 3 punkty są nam potrzebne!
Flavio! Flavio! Flavio!!! Jest Sbastian Mila goooooooooooool!!! Śląsk prowadzi!!! Potem już dobra obrona i końcowy gwizdek! Śląsk wygrywa! Warto jeszcze wspomnieć, że wczoraj zamiast Dudu, który ma małą kontuzję zagrał Lukas Droppa i jak na moje oko spisał się świetnie, walczył, wkładał głowę tam, gdzie przeciwnik bał się nawet włożyć nogę! Brawo!!!!
Faktycznie, może dobrze, że już kończy się ta część sezonu. Śląsk złapał jakby lekką zadyszkę, ale pamiętajmy wrócił Marco!!! Ja wierzę, że będzie dobrze. Jeszcze tylko jeden mecz u siebie, a jak wiemy we Wrocławiu jest nasza twierdza i wiele drużyn się już o tym przekonało!!!


 

 
Po pierwsze warunki, po drugie warunki, po trzecie warunki...tak to one dzsiaj rozdawały karty na skoczni. Widać było, że zawodnicy się męczyli. No, ale takie uroki Kuusamo. Chyba nikt nie był zdziwiony. Pewnie wszystkich martwi postawa polskich skoczków. Szczerze sama jestem troszkę zawiedziona, patrząc na inne teamy, Polska odstaje, żeby nie powiedzieć bardzo od staje. Nasi psują skok za skokiem. Jedynym Polakiem, który
broni honoru naszego kraju jest Piotrek Żyła. On od pierwszego konkursu melduje się w drugiej serii i skacze na miarę swoich możliwości. Jemu należą się brawa! Reszta...no właśnie, reszta. Nie popadajmy odrazu w rozpacz, bo to dopiero początek sezonu. Tylko, że my tak lubimy popadać ze skrajności w skrajność. Nie znamy takiego stanu pośrodku. Zachowujemy się jakbyśmy nie mieli do nich w ogóle zaufania. Czekam tylko jak zacznie się gadanie, że Kruczek już powinien być zwolniony. Ja poczekam do konkursów w Engelbergu. Wtedy zacznę rozliczać ich z wyników, czy oceniać. Jeszcze jedną ważną kwestią jest absencja Kamila Stocha. Widać, że brak
lidera nie wpływa dobrze na drużynę, ale lepiej, żeby Kamil wyleczył kontuzję do końca. I proszę nie popadajmy jeszcze w depresje. Jeszcze w tym sezonie będziemy dumni z naszych skoczków.
Patrząc ogólnie, dzisiejszy konkurs miał dziwny przebieg i nikt mi nie powie, że nie. Co mnie bardzo zirytowało?! Jak pan Hofer mógł puszczać zawodników w takich warunkach. Wellinger, ten młody chłopak...ten upadek. Patrząc w telewizor zamarłam...Welli przewracający się, uderzający kręgosłupem o zeskoko. Przecież
niby skoki się tak rozwijają, zawodnicy powinni czuć się coraz bezpieczniej...tak, tak bezpiecznie mogą się czuć jak stoją pod skocznią i patrzą. Swoją drogą skoki same w sobie niosą pewne ryzyko, ale przy takich niestabilnych warunkach ryzyko jest podwójne.


O ile Wellinger trafił na złe warunki, o tyle Laniska zawiódł sprzęt. Zaraz przed lądowaniem wypieła mu się narta. Wyglądało to znowu strasznie. Teraz niby są takie narty, że się same wypinają przy upadkach...tak, tylko druga narta skoczka jakoś nie chciała się wypiąć i nogę zjeżdżającego Słoweńca wyginała się we wszystkie strony.


Trzeci konkurs indywidualny i trzeci upadek. Zaczął, chociaż nie w konkursie, w Klingenthal Phillip Sjoen.
Dzisiaj szczęście nie dopisało Wellingerowi i Laniskowi.


Mam nadzieję, że następny konkurs będzie bardziej sprawiedliwy, warunki nie będą decydować o wynikach i przede wszystkim bezpieczny!
Wielkie gratulacje dla Simona Ammana i Noriakiego! Dwaj wielcy skoczkowie na najwyższym stopniu podium!

28.11.2014
1 AMMANN Simon 139.5 m 142 m 284.1
2 ITO Daiki 138 m 137.5 m 276.1
3 KASAI Noriaki 131 m 136.5 m 270.5
4 KOFLER Andreas 144.5 m 137 m 267.6
5 HAYBOECK Michael 132 m 131.5 m 263.8
6 FANNEMEL Anders 132 m 136 m 262
7 FREUND Severin 135.5 m 131 m 261.1
8 ASIKAINEN Lauri 131.5 m 127 m 254.9
9 PREVC Peter 126.5 m 137 m 254.5
10 KOUDELKA Roman 129 m 130 m 253.2
11 VELTA Rune 128 m 129.5 m 251.9
12 EISENBICHLER Markus 128 m 128 m 249.6
13 KRAFT Stefan 128 m 127 m 248.1
14 WELLINGER Andreas 128.5 m 135 m 247.7
15 KRAUS Marinus 129 m 128.5 m 247.2
16 FREITAG Richard 132 m 124 m 244.7
17 ŻYŁA Piotr 133 m 124 m 244.5
18 DAMJAN Jernej 131 m 128.5 m 242.4
19 BARDAL Anders 118.5 m 133 m 241
20 KRANJEC Robert 130.5 m 125 m 237.5
21 LARINTO Ville 128.5 m 122 m 234.8
22 TAKEUCHI Taku 127.5 m 123 m 232
23 WANK Andreas 123 m 130 m 231.4
24 SCHLIERENZAUER Gregor 121 m 129 m 230.7
25 LANISEK Anze 131.5 m 125 m 228.5
26 LOITZL Wolfgang 123.5 m 124.5 m 227.1
27 BOJARINCEW Władysław 127.5 m 120.5 m 216.9
28 MATURA Jan 128 m 115.5 m 214.1
29 AHONEN Janne 128 m 108.5 m 199.3
30 HILDE Tom 126.5 m 115 m 193.2
31 JANDA Jakub 127.5 m - 110.9
32 DIETHART Thomas 123.5 m - 110
33 NEUMAYER Michael 119 m - 106.2
34 DESCOMBES SEVOIE Vincent 120.5 m - 106.1
35 KOIVURANTA Anssi 117 m - 102.1
50 HAUER Joachim 120 m - 97.8
36 MAEAETTAE Jarkko 113.5 m - 96.9
37 NIEMI Sami 118.5 m - 96.5
38 KOBAYASHI Junshiro 116.5 m - 93.1
39 DESCHWANDEN Gregor 117.5 m - 92.8
40 ZNISZCZOŁ Aleksander 110.5 m - 88.9
41 TEPES Jurij 115 m - 88.5
42 HAZETDINOW Ilmir 110 m - 85.4
43 BIEGUN Krzysztof 109 m - 82.1
44 KUBACKI Dawid 105 m - 78.9
45 OLLI Harri 110.5 m - 77.2
46 FAIRALL Nicholas 108.5 m - 76.9
47 SAMMELSELG Siim-Tanel 99 m - 70.4
48 KORNIŁOW Denis 97 m - 61
49 PUNGERTAR Matjaz 89.5 m - 38.6


29.11.2014
1 AMMANN Simon 135.5 m 144 m 272.2
1 KASAI Noriaki 145 m 131.5 m 272.2
3 FREUND Severin 135 m 137.5 m 268.7
4 PREVC Peter 139.5 m 135 m 266.5
5 HAYBOECK Michael 143.5 m 132 m 263.8
6 KOUDELKA Roman 135.5 m 133 m 258.4
6 FANNEMEL Anders 140.5 m 131 m 258.4
8 BARDAL Anders 138.5 m 130 m 255.7
9 DAMJAN Jernej 136 m 127 m 247
10 VELTA Rune 133.5 m 131 m 245.7
11 EISENBICHLER Markus 129 m 140 m 244.5
12 SCHLIERENZAUER Gregor 129.5 m 134 m 240.5
13 KRAFT Stefan 133.5 m 133 m 237.9
14 KRANJEC Robert 129.5 m 133 m 237.4
15 KOFLER Andreas 125.5 m 133.5 m 229.1
16 KRAUS Marinus 128.5 m 129 m 227
17 MAEAETTAE Jarkko 132 m 125 m 222.7
18 ITO Daiki 124.5 m 128 m 220.2
19 FREITAG Richard 123.5 m 131.5 m 220.1
20 MATURA Jan 120.5 m 130 m 212.8
21 ASIKAINEN Lauri 124 m 127 m 211.7
22 LARINTO Ville 124 m 123 m 206.8
23 NEUMAYER Michael 121.5 m 128.5 m 206.7
24 ŻYŁA Piotr 122.5 m 122 m 202.4
25 NAGLIC Tomaz 131 m 114.5 m 198.6
26 WANK Andreas 121 m 119 m 193.4
27 KOIVURANTA Anssi 119.5 m 120.5 m 190.8
28 LOITZL Wolfgang 121.5 m 119.5 m 187.8
29 HAUER Joachim 126 m 109.5 m 173.6
30 LANISEK Anze 120.5 m 118.5 m 144.3
31 TEPES Jurij 119 m - 88.7
32 AHONEN Janne 116 m - 88.3
33 DIETHART Thomas 118.5 m - 88.1
34 HAJEK Antonin 120 m - 84.7
35 NIEMI Sami 114 m - 79.9
36 KOBAYASHI Junshiro 113.5 m - 79.6
37 TAKEUCHI Taku 112 m - 79.1
38 KUBACKI Dawid 112 m - 79
39 HILDE Tom 107.5 m - 72.7
40 MAKSIMOCZKIN Michaił 107 m - 72.4
41 KOT Maciej 110 m - 71.3
42 PUNGERTAR Matjaz 106 m - 69.8
43 DESCHWANDEN Gregor 103.5 m - 65.4
44 ZNISZCZOŁ Aleksander 104.5 m - 64.2
45 BIEGUN Krzysztof 106 m - 62.4
46 SHIMIZU Reruhi 107 m - 59.5
47 MUOTKA Olli 97.5 m - 44.4
48 DESCOMBES SEVOIE Vincent 92.5 m - 42.3
49 HULA Stefan 91 m - 30.3
50 WELLINGER Andreas 55 m - 0

Na poprawę humoru wywiad z Piotrkiem Żyłą, który przeprowadził Maciej Kot
 

 

3...2...1 START!!! No w końcu, już się nie mogłam doczekać. Pierwszy konkurs sezonu 2014/2015 za nami. Co po nim wiemy? Napewno, że warunki były bardziej sprawiedliwe niż rok temu, że wielu zawodników jest naprawdę w dobrej
formie. Jednak sezon zaczęliśmy od konkursu drużynowego. Dla mnie zawsze te konkursy mają taką swoją magię. Ogląda się je tak inaczej. Pełna optymizmu i energii siadłam przed telewizorem. Jakoś nie wyobrażam sobie życia bez skoków, ostatnie dni to było wielkie odliczanie i przygotowania do pierwszego konkursu. Jednak
wszystko od początku szło źle. Przed konkursem dowiedziałam się, że Kamil nie wystąpi w konkursie z powodu urazu kostki, a tak a propos jego jutrzejszy występ też stoi pod znakiem zapytania, ale dobrze, że dzisiaj odpuścił i wypoczywał. Nasza dzisiejsza drużyna wystąpiła w składzie Piotr Żyła, Stefan Hula, Dawid Kubacki i Jan Ziobro, który wskoczył do składu za Kamila. Wszystko zapowiadało się nie źle, po pierwszym skoku - Piotrka -
prowadziliśmy. Jednak potem było...już tylko gorzej. Ze skoku na skok Polacy spadali w klasyfikacji konkursu. Ostatecznie 8 miejsce przegrali z Austrią o tylko 0,1 punktu!!! To się nazwya brak szczęścia?!?! Co wiemy?
Nasza drużyna bez Mistrza Olimpijskiego nie daje rady? Wydaje mi się, że to taki mały wypadek przy pracy, bo naszych naprawdę stać na dobre skakanie. Rywale też dzisiaj byli bardzo mocni.
Krótkie podsumowanie? Ten sezon może być naprawdę ciekawy!!!
P.S Mam nadzieję, że konkurs indywidualny będzie bardziej szczęśliwy dla naszych. No i, że Kamil wystąpi!!!

1 11 GER 1098.0
2 7 JPN 1068.9
3 8 NOR 1061.2
4 5 FIN 1018.3
5 10 SLO 1015.6
6 6 CZE 1012.5
7 4 SUI 973.4
8 12 AUT 968.0
9 9 POL 477.2

 

 
Po meczach reprezentacji, chwilach uniesień, łzach szczęścia...znowu mam w oczach łzy tylko, że już nie łzy szczęścia. Dzisiaj wracałam ze szkoły po ciężkim dniu, ogólnie ostatnio nic się nie układa, myślę sobie, że dzisiaj wraca Ekstraklasa i Śląsk gra mecz. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech i myśl, że chociaż dzień miło się skończy. Z wiarą zaczęłam oglądać mecz...tylko, że wraz z upływającym czasem mój uśmiech stawał się coraz
bledszy aż w końcu zniknął całkiem i przerodził się w cichy płacz. Zastąpił go zawód, nawet nie wiem czy takie określenie pasuje. Wiem, że każdy może przegrać - przecież nie da się cały czas wygrywać. Każdemu czasem powinie się noga. Tylko, nie umiem określić czemu, jak Śląsk przegrywa to czuję jakbym to ja tam była i coś ważnego przegrała, łzy zaczynają lecieć same...nie wiem, może to się po prostu nazywa miłość mimo wszystko i
za wszytsko?!
W sumie jeśli chodzi o sam mecz to ciężko coś powiedzieć...pierwsza połowa do zapomnienia. W drugiej sporo dobrych okazji, ale właśnie...żadna nie wykorzystana. Ruchowi wystarczyła jedna akcja, strzał z daleka, rykoszet i...gol. I na tym zakończę podsumowanie samego meczu. Jakoś sama nie wiem za bardzo co mam napisać. A nie jeszcze jedno Seba gdzie jesteś?! Zmęczenie po reprezentacji? Dawaj Seba ja W Cb wierzę!!!

Nawet mimo tej porażki Śląsku jestem z tobą cały czas i zawsze będę!!! Dziękujemy!


 

 
Dzisiaj emocję już trochę opadły, ale kiedy zamknę oczy nadl to wszystko widzę. Wczoraj nasza reprezentacja zakończyła ten rok. Można powiedzieć, że nawet dobrze zakończyła ten rok. Patrząc na przebieg spotkanie ciężko powiedzeć, że był to mecz towarzyski. Szczególnie kiedy widzimy tych wspaniałych kibiców. Tłumy kibiców - było ich ponad 40 tys. Tak, tak, napewno się nie pomyliłam a przecież to tylko mecz towarzyski. To pokazuje jaką
wiarę wlali nasi reprezentanci do serc kibiców, którzy przyjechali wczoraj z całej Polski. To jest właśnie ten duch narodu. Wierni kibice, najlepsi na świecie. Ktoś kto nie był na tym spotkaniu, nie usiadł na trybunie, nie spojrzał na murawę, nie zobaczył tych tysięcy innych kibiców, którzy też mają biało-czerwone barwy, ktoś kto po prostu tego nie poczuł na własnej skórze nie będzie w stanie zrozumieć tego co wczoraj czułam.
To uczucie kiedy możesz śpiewając hymn z tysiącami kibiców wznieść do góry narodwe barwy. Uczucie niezapomniane do końca życia. Jeszcze teraz kiedy nasza reprezentacja osiąga takie wyniki, że możemy być dumni, że jesteśmy Polakami! Dzisiaj śmiać mi się chciało jak zobaczyłam tytuł gazety "piłkarze - to brzmi dumnie", ale teraz taka jest prawda to brzmi bardo dumnie. Widać, że kibice są całym sercem ze swoją drużyną. Wczorajszy doping nie
ucichł nawet na chwilę. Z trybun można było usłyszeć m.in "Jesteśmy z wami, Polacy jesteśmy z wami" "Sebastian Mila" "My chcemy gola" i wiele innych.
Piłkarze obu drużyn stworzyli wczoraj świetne widowisko. Święta futbolu, a szczególnie polskich kibiców, nie zepsół nawet szybko stracony gol. Nic dziwnego, bo tuż przed przerwą Jędrzejczyk zdobył gola. Ta efektowna cieszynka. Widać, że piłkarze nie odcinają się od kibiców Po przerwie nie zmienił się tylko doping kibiców, bo piłkarze zaczęli grać lepiej. Po faulu na Lewandowskim, przed samym polem karnym, rzut wolny na gola zamienił Milik i było już 2:1. Niestety jak to mówią "dobre złego początki"...kiedy wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, wszystko wskazuje na zwycięstwo z boiska, za drugą żółtą kartkę, wylatuje Żyro...w takim momencie
osłabia drużynę, ale walczymy dalej. Niestety przeciwnik wykorzystał naszą grę w osłabieniu i strzelił bramkę na remis. Jednak wielkie brawa należą się naszym piłkarzą, wykonali kawał świetnej roboty we wszystkich meczach.
Brawo!!!
Właśnie jak mogłam zapomnieć. Kiedy po faul Robert zszedł z boiska za chwilę pojawił się na nim Mila. Z pewnością miał dodatkowy bagaż presji, bo w końcu grał na swoim stadionie i...z opaską kapitana na ramieniu. Tak Robert po opuszczeniu boiska oddał opaskę Sebastianowi. Napewno to dla niego wielka sprawa u siebie z opaską kapitana reprezentacji.
No to tak na koniec. Polakom należą się wielkie brawa za to co już dokonali i mam nadzieję, że coś drgnęło w naszej reprezentacji.





 

 
Właśnie tych polskim kibicom nie brakuje. Piękna, polska, zwycięska jesień naszych piłkarzy. To co się teraz dzieje będziemy opowiadać naszym dzieciom, dobra może przesadzam, chociaż pokonaliśmy Mistrzów Świata...więc tak będziemy to opowiadac wszystkim! Po 4 spotkaniach mamy 10 punktów, 15 strzelonych bramek i tylko 2 stracone.
Na naszych oczach piszą nową historię, która otwiera nam drogę do EURO 2016! Chyba nikt, nawet żadne z kibiców naszej reprezentacji, którzy jak wiemy zawsze wierzą w naszych...czasem nawet w niemożliwe, nie uwierzyłby w taki scenariusz jeszcze w sierpniu. Na początku pracy Nawałka był krytykowany. Faktycznie nie wszystko wyglądało
tak jak my chcieliśmy, wszystkim się marzyło żeby nasza reprezentacja w końcu wygrywała, przecież stac nas na to, tylu piłkarzy światowje klasy. Trener Nawałka od początku miał jasno nakreślony plan i konsekwentnie dążył do jego realizacji. Testował wielu piłkarzy z polskiej Ligii za co był krytykowany. Kiedy najpierw z przyczyn
wymuszonych powołał do reprezentacji Sebastiana Mile wszyscy pukali się w głowę. Przecież on nic nie da reprezentacji, jego czas minął. Teraz bez Seby nikt nie wyobraża sobie reprezentacji - bramka z Niemcami, bramka z Gruzją. To samo Milik - dostał szansę i ją wykorzystał. Można by tak długo wymieniać.
Wracając do trenera i w sumie całej drużyne, dzięki wygranej z Niemcami stali się nieśmiertelni.
Mam nadzieję, że w końcu coś w naszej reprezentacji drgnęło i idzie w dobrym kierunku. Widać, że w kadrze panuje dobra atmosfera. Kibice w końcu znowu zaczynają się utożsamiać z reprezentacją, która odnosi sukcesy. Coś drgnęło, teraz tylko trzeba to utrzymać, korzystając z super otoczki w okół drużyny. Nie zawieść tysięcy kibiców stojących za reprezentacją, oklaskujących, płaczących z dumy, wypełniających stadiony po brzegi.

Wczorajszy mecz znowu potwierdzenie, że tworzy się drużyna. Faktycznie pierwsza połowa słaba, czasem mało mi brakowało żebym dostała zawału, kiedy nasi piłkarze pozwalali Gruzji na groźne akcje. Druga połowa - koncert.
Glik! Krychowiak! Mila! Milik! Czterech wspaniałych! Jednak trzeba powiedzieć, że dużo roboty na boisku robił Robert Lewandowski! Brawo dla wszystkich! Ta radość 0 : 4 wygrać! Hymn śpiewany acapella przez polskich kibiców,
którzy byli w Gruzji! Jeszcze raz brawo i wielki szacun! Dziękujemy! <3

Jedyny minus - kontuzja Grosika. Niestety Grosicki ma złamaną ręke...przykro, wracja do zdrowia!!!

Nie sztuką jest być z drużyną gdy wygrywa. Sztuką jest być mimo wszystko! Pamiętajcie!!!
 

 
No to pierwszy wyjazd za mną! Było wspaniale! Mecz przyjaźni Wisła Kraków - Śląsk Wrocław, bo w końcu Wisła z Krakowa to Śląska druga połowa! Co mi się bardzo podobało - hymn Wisły, jest wspaniały <3
To tak skończyła się 15 kolejka, czyli każdy zespół zagrał już z każdym. Śląsk walczył w Krakowie o fotel lidera, ale...niestety brakuje jedne punktu. Jednak można powiedzieć, że piłkarzom z Wrocławia szczęście sprzyja, bo Jaga i Legia przegrały swoje mecze co oznacza, że w tym momencie sezonu Śląsk jest wiceliderem i brakuje mu 1 punkt do Legii! Brawo! Mecz, sam w sobie był dosyć dobrym widowiskiem. W pierwszej połowie zdecydowanie dominował Śląsk. Wykorzystany karny. Stawiało go to w wspaniałej sytuacji, ale...w drugiej połowie Wisła wzięła się do roboty i po wielu atakach odrobiła stratę. Pozwoliło im to na zdobycie jednego punktu.
Na szczęście w końcowym rozrachunku ten jeden punkt dla Śląska nie był zły. Utrzymał drugą pozycję i jest jednym z kandydatów do Mistrza Polski.

Jeszcze tak już w oderwaniu od meczu, zakochałam się w Krakowie! Bardzo mi się podobało <3
 

 
Ciesze się, bo po raz kolejny mogę powiedzieć Twierdza Wrocław nadal nie zdobyta. Przyjemnie czyta się te nagłówki "Twierdza Wrocław nadal stoi" " nikt nie potrafi zdobyć wroclawskiej twierdzy".
To jest właśnie piękne jak piłkarze potrafią bronić swojego boiska. Wczoraj, kiedy dopisali jeszcze kibice - prawie 23 tys. - gdzie ostatnio zobaczyć takie tłumy graniczylo z cudem. Wszystko w okol i na stadionie przypominalo jedno wielkie święto. Tłumy kibiców, zakorkowane ulice, ale to tylko połowa. To co wczoraj działo się na stadionie było po prostu czymś cudownym. Szalejace tłumy po golu Machaja. Tak głośno nie było dawno, wszyscy bez wyjątków - stary, młody, dziecko - wszyscy cieszyli się tak samo. Właśnie to jest cudowne w futbolu i nikt ani nic nie zmieni mojego zdania!
Sam mecz był naprawdę wspaniałym widowiskiem, przynajmniej tak mówią eksperci...właśnie eksperci. Moim zdaniem, pewnie też kazdego kibica - bo chyba bez powodu wszyscy jak jeden mąż nie gwizdali by na sędziego. Wczoraj, jak na moje oko, popelnial zbyt wiele błędów! Co nie powinno zdarzyć się w tej klasie rozgrywkowej! Z poziomu trybun wyglądało to tak jakby piłkarzy Śląska w ogóle tam nie było. Jeśli faulowali to odrazu byli upominani, ale jeśli to ich faulowano to przecież sędzia tego nie widział. Powinna zostać stworzona komisja, która po każdym spotkaniu analizuje wszystkie decyzję sędziego a za każdy popelniony błąd zostaje zawieszony na odpowiednią ilość meczy. Tylko kto by wtedy sedziowal?!
Dobra zostawmy już temat sędziego w tym spotkaniu. Wrócimy na chwile do kibiców. Fanatycy stworzyli wspaniałą oprawę, tylko...użyli rac. I znowu wraca ten temat. Ukarać czy nie? Na ten temat można by napisać osobny wpis...może kiedyś. Podsumowując oprawa była świetna.
Większość nawet nie wyobraza sb jaka to radość kiedy na stadionie są tysiące osób, a najważniejsze, że przychodzą tu bo drużyna gra i osiąga wyniki.

Dziękujemy Śląsku!
Nie dla nas jest porażki smak!
Nie dla nas forma zła!
Najlepszych Śląsk kibiców ma!
I najlepiej w piłkę gra!

W ogóle jadę do Krakowa na mecz
Jesteśmy zawsze tam gdzie nasz Śląsk Wrocław gra!

http://m.youtube.com/playlist?list=PL7ROguYZaVIuQCj0g3t_nz6KfOBZaAuJe
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Niemożliwe? Dla Śląska wszystko jest możliwe!!! W końcu się przełamał i zanotował wysoką wygraną(4:1) na wyjeździe. Od pewnego czasu w drużynie Tadeusza Pawłowskiego wszystko jest w jak najlepszym porządku. Na własnym boisku niepokonani już od dawna. Zbudowali Twierdzę Wrocław i widać, że bronią jej uparcie. Obecnie są jedną z najlepszych drużyn w Ekstraklasie. Trener, mimo kontuzji Marco Paixao przez, którą wielu spisywało Śląsk na straty - przecież bez Marco nie będzie miał kto strzelać bramek...potrafi zestawić zespół tak, żeby wygrywał. Naprawdę nie będzie miał kto?!
Flavio godnie zastępuje brata i z meczu na mecz strzela coraz więcej bramek. Do tego Robert Pich i Sebastian Mila! Gratulacje! Czapki z głów!
Ostatnio bardzo denerwuje mnie kiedy słyszę wypowiedzi ekspertów, którzy mówią, że Śląsk ma szczęście, rywale dają mu prezenty itp. Naprawdę?! Żeby ktoś mógł strzelić bramke, ktoś musi popełnić błąd...a stwierdzenie, że Śląsk ma szczęśćie...tak ma szczęśćie, że ma takiego wspaniałego trenera i kibiców, ma wspaniaych piłkarzy, którzy walczą na boisku...tak to można nazwać szczęściem a przecież szczęście sprzyja lepszym.


Wczorajszy mecz przyjaźni (kibice Śląska i Lechi się przyjaźnią), był tylko meczem przyjaźni na trybunach. Piłkarze nie ustępowali, każdy zespół walczył o swoje a nasz Flavio był nie do zatrzymania! Od samego początku mecz idealnie ułożył się dla WKS-u. Śląsk był skuteczny - już pierwszy atak zakończył się bramką w dodatku...
samobójczą jak pokazały powtórki. Ławtość z jaką Flavio ograł na skrzydle piłkarza Lechii pozwoliła mu posłać piłkę w pole karne gdzie znalazł się obrońca gospodarzy a zaskoczony bramkarz musiał wyciągać już w 6 minucie piłkę z siatki. Dokładnie 5 minut później Portugalczyk już mógł cieszyć się z pierwszej zdobytej bramki...i czerwonej kartki dla Borysiuk. Zanim jednak mógł wykonać karnego, popisał się doskonałym zagraniem do Reprezentanta Polski - Sebastiana Mili, który wpadł w pole karne i...no i dalej był karny i 2 : 0 dla WKS-u.
Lechia po tak potężnym ciosie starała się podnieść i znów prowadziła grę, ale nawet po wykonaniu 4 rzutów rożnych pod rząd nie potrafili zagrozić bramce Pawełka. Śląsk jednak nadal atakował, doskonała piłka na skrzydło do Dudu, wspaniałe dośrodkowanie i nie kto inny jak Flavio kończy akcję a Śląsk prowadzi już 3 : 0!!!
Z czasem gospodarzą zaczynało brakować sił i Śląsk przejął inicjatywę i długo utrzymywał się przy piłce.

Zaraz na początku drugiej połowy rewelacyjne humory nie opuszczały kibiców Śląska a Lechia...dała kolejny prezent Śląskowi. Kapitalną piłkę do Flavio posłał Tomek Hołota a nasz kapiptan skorzystał ze złej komunikacji piłkarzy gospodarzy i...strzlił kolejną bramkę, delikatna podcinak z ponad 30 metrów pozwoliła na pokonanie bramkarza i Śląsk prowadził już 4 : 0!!! O takich bramkach mówi się "stadiony świata" a o takim występie
"koncert"!!! Flavio ma hat-tricka. W 70 minucie wprowadzony na boisko młody Dankowski miał doskonałą okazję do zdobycia kolejnej bramki, ale w ostatniej chwili wybili mu piłkędo, której dopadł Mila a piłkę z linii bramkowej wybili godpodarze, Dobitka Machaj poleciała wysoko nad bramką. w 80 minucie honorowe trafienie zaliczył Kevin Friesenbichler. Przy strzale zasłoniętemy Pawełkowi obronę utrudnił rykoszet.

Śląk osłodził popołudnie kibicom! Dziękujemy!!!
 

 


Tak, tak to my, niepoprawni romantycy. No, ale chyba opłacało nam się wierzyć? Przecież nasza
drużyna wczoraj nie przegrała. Fakt - pewnie po tym zwycięstwie nad Mistrzami Świata liczyliśmy, że
teraz każdy będzie dla nas pestką. Przecież wygraliśmy z Mistrzami teraz już wszystko jest nasze!
Może nie rozpędzajmy się aż tak, ale te dwa spotkania mogą napawać optymizmem.
Jak przyjemnie patrzeć na te tysiące kibiców w biało-czerwonych barwach, wierzących w swoją
drużynę. Cały czas mam gdzieś w głowie ten widok tych kibiców, tak bardzo szczęśliwych kibiców,
jak dumnie mogli wyjść z Narodowego po meczu z Niemcami, ale po meczu ze Szkocją też nie musimy śpiewać piłkarzom " Nic się nie stało" bo to nie na miejscu. Po prostu widać było, że walczyli. Mecz z Szkocją był dużo cięższy niż ten z Mistrzami Świata a nasi piłkarze udowodnili, że to nie był jednorazowy wyskok tylko, że pomału rodzi nam się naprawdę dobra drużyna. Widać to było w meczu z Niemcami jak każdy walczył za każdego, nikt nie odstawił nogi. W meczu ze Szkocją też walczyli. Zaczęło się jak marzenie - bramka. Prowadzimy, ale...właśnie Szkoci wyrównują a potem wychodzą na prowadzeni, ale no przecież miało być tak pięknie...właśnie, chwila jest Milik - ten gość w październiku daje tyle miłych i radosnych chwil kibicom. No jest remis, Mila próbuje ahh niewiele brakło. Remis też jest dobry, ciężkie spotkanie. Nasi chłopcy nie grali źle, ale nie obyło się bez błędów...właśnie błędy popełniali nie tylko piłkarze. Sędzia na początku spotkanie
popełnił ogromny błąd, kiedy jeden z reprezentantów Szkocji wszedł w nogę Lewego, tuż przed własnym
polem karnym" nakładką. Robert miał rozwalony ochraniacz a sędzia...odgwizdał piłkę dla Szkotów. No, ale pozostawiam to bez komentarza, chyba wszyscy myślimy podobnie.
Kolejne spotkanie widać, że nasi piłkarze chcą. Chcą grać, walczyć, zostawiają zdrowie i serce na
boisku, świetnie się patrzy na to jak pokazują na boisku jak im zależy. Jak bardzo chcą. Nawet
sama postawa Roberta po takim faulu mógł poprosić o zmianę, ale on walczył do ostatniej minuty, chociaż
było widać, że z nogą nie jest najlepiej.
Tylko jedne słowa cisną się na usta - Dziękujemy!!! Jesteście wielcy!!! Jestem dumna!!!
Biało-czerwone to barwy niezwyciężone!!!




 

 
Niepoprawni romantycy, którzy wierzą w rzeczy na skraju niemożliwego? Tak! Można tak powiedzieć o kibicach, naszych najwspanialszych biało-czerwonych kibicach! Wczorajszy dzień, historyczny dzień - jak się okazało i znowu te tysiące kibiców w narodowych barwach zasiadło na Narodowym z wiarą i nadzieją. Z wiarą, że uda się pokonać Mistrzów Świata - Niemców. Wpatrzeni w reprezentację wierzyli, bo przecież tego nikt im nie zabroni, że pokonamy Mistrzów. Ja sama, mimo tego, że znałam historie i tysiące faktów, jak zawsze usiadłam z nadzieją w sercu i zaciśniętymi kciukami przed telewizorem, bo przecież gra nasza reprezentacja!
11.10.2014 - data historyczna, pierwsze zwycięstwo Polski nad Niemcami! I to jakie 2: 0!!! Milik, Mila jesteście wielcy!!! Gratulację!!! To co stało się wczoraj na Narodowym było jak piękny sen! Serce jakie wkładali nasi reprezentanci w to spotkanie jest godne podziwu! Aż łza się kręci w oku. Walczyli do ostatniej sekundy. Wojtek Szczęsny w bramce wykonywał cuda! Łapał wszystko! Oglądając było widać tą determinację, nadzieję i wielkie serce naszych kochanych reprezentantów włożone w ten mecz. Ta radość kibiców! Przecież w końcu nasi piłkarze nas nie zawiedli, nie zawiedli naszych oczekiwań a wręcz dokonali nie możliwego, wdarli się do serca każdego kibica i wypełnili je ogromną euforią! Jak to mówią szczęście sprzyja lepszym a nam, wczoraj wyjątkowo sprzyjało. Pomagało w każdy możliwy sposób!
Jeszcze jeden fakt, który mnie bardzo cieszy Sebek Mila zdobył bramkę! Nasz Sebek ze Śląska Wrocław!!! Ledwo wszedł na bisko i goooool! Ile osób już go skreślało? A on pokazał niedowiarkom, że wszystko się da! Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych! Sebastian dziękujemy!!! <3 Widać, że współpraca z Tadkiem Pawłowskim bardzo mu sprzyja. Oby tak dalej!!!
Teraz wszyscy możemy powiedzieć "Jesteśmy dumni, że jesteśmy Polakami!!!" <3







"Takie chwile jak te nie zdarzają się zbyt często!"

Kibice są z wami i zawsze będą <3

  • awatar heweliusz: miejmy nadzieje, że to przełamie złą passę i wreście po wielu latch grania o nic zaczniemy powoli dorównyać najlepszym. Choć widząc pomeczowe statystyki aż dziwne że wygraliśmy 2 : 0. co nie zmienia faktu że takie zwycięstwo musi cieszyć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›